Notatka (19:48 29 03 2002)
Nie mogę odnaleźć w tym bałaganie jednej z moich prac zaliczeniowych, a zostały mi tylko dwa dni. Szukałem wszędzie: w teczce z pracami, w szafie, pod łóżkiem, nawet w piwnicy Pani Velez. Nigdzie jej nie ma... a niczego innego na zaliczenie dawać nie będę, bo mnie mentor wyśmieje...
...Zdziwiła mnie też wypowiedź staruszki, która powiedziała, że ktoś przyjechał po jedną z moich prac. Próbowałem z nią rozmawiać, ale niczego się nie dowiedziałem... Co mam zrobić? Policji wzywać nie będę, bo oni nic na to nie poradzą: powiedzą, że gdzieś ją zgubiłem i pewnie niedługo się znajdzie. Od Pani Velez niczego więcej się nie dowiem, bo chyba niczego więcej nie pamięta.
...Pracy nie ma, ale pieniądze są: 500 euro... Przyniosła mi je przed chwilą szczerząc się do mnie tą swoją porcelanową szczęką. Wziąłem wszystko i z niedowierzaniem przeliczyłem. Suma, jak dla mnie, ogromna ustawiająca mnie na dwa, trzy miesiące- kupię farby, pędzle i utrwalacz.
...Albo znajomi robią mi kawały, albo mam cichego wielbiciela. Kłopot w tym, że w ciągu 2 dni niczego nowego nie namaluję. Muszę przełożyć zaliczenie na późniejszy termin.
...Szkoda, że staruszka znów niczego sobie nie przypomina. Albo udaje i robi sobie ze mnie jaja, albo ma większą sklerozę niż jej się zdaje.
Obrazu jak nie było, tak nie ma...





